Bardzo interesującym wykładem o Williamie Turnerze i angielskich romantykach zainaugurował drugą edycję swoich wykładów o sztuce dr Tomasz Kisiel, pracownik naukowy na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Spotkania z dębickimi amatorami sztuk plastycznych odbywać się będą we wtorki, raz w miesiącu w Galerii Sztuki Miejskiego Ośrodka Kultury przy ulicy Akademickiej 8. Wstęp wolny.

Głównym bohaterem pierwszego wykładu był William Turner, jeden z najbardziej kontrowersyjnych artystów w historii malarstwa. Jego obrazy, które rozmywały kształty w zalewie kolorów i światła, wzbudzały kpiny i oburzenie współczesnych.

Joseph Mallord William Turner urodził się w 1775 roku jako syn londyńskiego fryzjera. Matka cierpiała na zaburzenia psychiczne. Dokończyła swego żywota w niesławnym szpitalu Bedlam, gdzie umieścił ją ukochany i jedyny syn.

Turner od dziecka znał wartość pieniądza. Ojciec, który nie chwalił go za nic prócz zaoszczędzenia szylinga, prędko zrozumiał wartość jego talentu. W swoim zakładzie koło Covent Garden sprzedawał rysunki, a 12-letni Billy współpracował już poważnie z lokalnym grawerem. Nauka nie poszła w las: Turner domagał się od klientów pokrycia kosztów oprawy i opłacania dorożki, kiedy dostarczał płótno. Zapisywał numery seryjne otrzymanych banknotów, a nawet hodował koty bez ogonów zgodnie z teorią, że wnoszą z zewnątrz mniej chłodu.

Jako 14-latek rozpoczął naukę w Królewskiej Akademii Sztuki. Ale już wcześniej, pracując na chleb, nauczył się schlebiać obowiązującym gustom. Mistrzowsko oddawał idylliczne pejzaże i zakamarki gotyckiej architektury. Wirtuozeria, z jaką Turner oddawał konwencjonalne widoki, sprawiła, że nie nadążał z realizowaniem zamówień. W wieku zaledwie 24 lat został członkiem Królewskiej Akademii Sztuki. Nigdy później nie będzie się cieszył równie jednogłośnym uznaniem.

W dzieciństwie godzinami podziwiał las masztów pod London Bridge. Początkowo przedstawiał czarne i wzburzone tonie. Jednak nawet morskie katastrofy Turnera wykraczają poza retorykę romantyzmu. Od późniejszych autorów sztormowych widokówek różni go uczciwość obserwacji. Istnieje nawet anegdota, jakoby dał się kiedyś przywiązać do masztu i narażając życie, przyglądał się burzy z pokładu.

Dzisiaj podziwiamy przede wszystkim obrazy późniejsze, malowane wyłącznie dla siebie. Kiedy po raz pierwszy je pokazano, funkcjonowały jako prace niedokończone czy wręcz szkice. Ich historia jest jednak odwrotna: nie chodzi o projekty, lecz śmielsze wersje tematów, które Turner wcześniej przedstawiał w konwencjonalnym stylu.

Po dwustu latach artystycznych przemian podziwiamy dziś głównie jego późne obrazy. Morze, góry, żywioły natury były ich tematami. Wielokrotnie malował pożar brytyjskiego parlamentu, którego był świadkiem w 1834 roku. Zachwycały go wulkaniczne erupcje, do których doszło za jego życia. Wizje szalejącego żywiołu współbrzmiały z jego pesymistyczną naturą. Postaci ludzkie pod pędzlem Turnera tworzą bezbronne stadko, zdane na łaskę przyrody.

Lekceważony jako artysta za życia. Dopiero pokolenie, które miało za sobą doświadczenia impresjonizmu i symbolizmu doceniło jego obrazy. Jego prace funkcjonują w kulturalnej i społecznej rzeczywistości. Nawet, jako ilustracje książek o tematyce marynistycznej m.in. Józefa Conrada Korzeniowskiego.

Kolejnym twórcą angielskiego romantyzmu w malarstwie omawianym przez dra Tomasza Kisiela był Richard Bonington (1801 - 1828), angielski malarz, grafik i pejzażysta.

Studiował w Paryżu. Przyjaźnił się z Delacroix i Géricault. Tworzył głównie akwarele, na których uwieczniał krajobrazy z Normandii. Oprócz tego malował również obrazy olejne o tematyce historycznej i sceny rodzajowe. Jego prace wystawiane były w paryskim Salonie (w roku 1824 uzyskał złoty medal).

Richard Parkes Bonington chorował na gruźlicę, zmarł miesiąc przed ukończeniem 26 roku życia.

John Constable (1776 - 1837) uznawany za jednego z najwybitniejszych pejzażystów XIX wieku. Malował przede wszystkim krajobrazy angielskie, był znany z doskonałego ukazywania zjawisk przyrody. Nigdy nie wyjeżdżał za granicę, przez całe życie malował swoje rodzinne strony.

Malarstwo studiował w Londynie w Królewskiej Akademii i wkrótce zaczął odnosić sukcesy. W 1821 r. za obraz „Wóz z sianem” zdobył złoty medal na paryskim Salonie, a w 1829 r. został przyjęty w poczet członków Akademii, co było niewątpliwym wyrazem uznania.

Jako pierwszy zaczął malować w plenerze. Twierdził, że malarz powinien pamiętać o tym, iż każdy dzień, a nawet godzina, jest niepowtarzalna: zmienia się kształt chmur, drzew, a przede wszystkim światło. To właśnie zjawiska atmosferyczne: siła wiatru, zachmurzenie, wilgotność powietrza, deszcz czy burza nadają krajobrazowi dynamiczny charakter. Choć swoje obrazy olejne kończył w pracowni, to podstawowe szkice wykonywał bezpośrednio w plenerze. Często odnotowywał dzień, godzinę i pogodę, przy których namalował konkretną akwarelę.

Ostatnim malarzem (lost but not east) prezentowanym w wykładzie był William Blake (1757 - 1827), poeta, pisarz, rytownik, malarz, drukarz i mistyk, prekursor romantyzmu. Przez współczesnych nazywany często „szalony Blake” zaliczany czasem do grona tzw. poetów wyklętych w literaturze angielskiej.

Blake jako artysta nie jest łatwy do zaklasyfikowania. Jego osobowość od wczesnych lat wykazywała dziwaczne dla otoczenia, mistyczne i wizjonerskie cechy. Doznawał licznych objawień religijnych, co odzwierciedlało się w jego dziełach malarskich i pisarskich. Trudne w odbiorze wymagają ogromnej wiedzy. Artysta zdawał sobie z tego sprawę i znane jest jego powiedzenie: „To, co wielkie, jest nieuchronnie ukryte przed słabymi. To, co oczywiste dla idioty, nie jest warte mego zachodu”.

Przebywał głównie w zaciszu domowym, zajmując się tworzeniem dzieł sztuki, a rytownictwo traktując jako źródło uzyskiwania dochodów. Nie zyskał szerokiego uznania dla swej poezji ani malarstwa za życia. Jego obrazy i wiersze są nadal inspiracją dla wielu twórców i ciągle odczytywane na nowo. I chyba wbrew intencjom Blake’a weszły do kultury masowej. Obraz „Wielki czerwony smok i niewiasta obleczona w słońce” odgrywa szczególną rolę w thrillerze Thomasa Harrisa „Czerwony smok”. Motyw postaci Williama Blake’a pojawia się w filmie Jima Jarmusha „Truposz”. Nagrodzony czterema oskarami brytyjski film Hugh Hudsona z 1981 „Rydwany ognia” zawdzięcza tytuł wierszowi „Jerusalem” Blake’a. Pieśń „Jerusalem” jest także obecna w kolejnym brytyjskim filmie „Samotność długodystansowca”. Nazwa zespołu The Doors pochodzi od jednego z aforyzmów Blake’a. W 1987 roku niemiecki zespół Tangerine Dream nagrał płytę Tyger, na której wykorzystano teksty autorstwa Williama Blake’a.

W Polsce również można znaleźć ślady inspiracji twórczością Blake’a. Cytatem z niego jest tytuł wydanej w 2009 roku książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Jego poezje na język polski tłumaczył zmarły przed rokiem Stanisław Barańczak.

Jak zwykle w drugiej części spotkania z Tomaszem Kisielem zebrani w Galerii Sztuki mogli obejrzeć film telewizji BBC o Williamie Turnerze.